Życie jest skomplikowane. Maszyna powinna być prosta.

Życie jest skomplikowane. Maszyna powinna być prosta.

Czerwiec 25, 2018
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text
alternative text

Dlaczego ciągnik Belarus jest jaki jest? Co czeka markę w przyszłości?

Ile ciągników tyle opinii. Słychać to na targach: „oho, nic nie zmienili! Dalej tak ciekną? A rewers będzie? Dlaczego nic nie robią z wyglądem? Przecież wystarczy maskę zmienić. Mam taki od 20 lat i teraz wiem, że to jest to czego potrzebuję, przynajmniej wiem za co płacę.” Co człowiek to inna historia, inne potrzeby, upodobania. Nie da się zrobić maszyny uniwersalnej dla wszystkich. Nie ma ideałów. Coś za coś.

Można wydać fortunę i na pierwszy rzut oka kupić cacko lub można wybrać tani i prosty produkt, który zrobi za nas robotę, w końcu maszyna ma robić, a nie ładnie wyglądać. „Rusek” – jak niektórzy nazywają, nie ma bajerów, pozbawiony jest elektroniki, o rewersie nie wspominając. Nie ma automatycznej skrzyni biegów , mokrych hamulców i EHR-u poza Belarus-em 1523, ale jeden model to za mało. Kanciaste, metalowe maski również nie zachęcają wyglądem, natomiast każdy wie, że są dobre i praktyczne. Ma też swoje zalety, mianowicie bardzo dobry, wytrzymały silnik MMZ (Mińskij Motornyj Zawod), niskie koszty eksploatacji, tanie i łatwo dostępne części zamienne. Kolejna sprawa to to, że MTZ-y mają najwyższe ciśnienie i najwyższą standardową wydajność hydrauliki ze wszystkich nowych ciągników swojego segmentu dostępnych na rynku. Tylko ładowarki teleskopowe mogą się pochwalić ciśnieniem powyżej 200Bar.

Jak daleko nie sięgnięcie pamięcią myśl nasuwa się jedna – nic się nie zmieniło w wyglądzie białoruskich ciągników. Pytanie tylko dlaczego? Ciągniki BELARUS są dumą Białorusi. Nie dlatego, „że tak wyszło” tylko dlatego, że tak to zaplanowano. Mają się sprzedawać i mają przynosić dochód. Spora w tym zasługa Inżynierów. Może wydawać się to nieco komunistyczne, ale Mińska Fabryka Traktorów ma swoje mini-pomniki, swoiste laurki, przedstawiające postacie pierwszych konstruktorów, którym wszystko zawdzięczają.

Zmienia się wszystko wokół, producenci prześcigają się by zaskoczyć i tym samym zadowolić użytkownika, a Fabryka w Mińsku, wydawałoby się, stoi w miejscu. Patrząc na nią zza granicy ale obiektywnie to ciężko ruszyć takiego kolosa – ponad 200 ha powierzchni, zatrudnionych 22 tyś ludzi. Widzieliśmy już takie duże fabryki i mamy sentyment do maszyn, które były tam wyprodukowane. Tylko co różni tą mińską? – ona istnieje i ma się dobrze.

Największą zaletą ciągników BELARUS jest prostota, dostosowana do kieszeni i potrzeb największej grupy rolników. Dla wielu z nich nie jest potrzebna wizyta w serwisie, sami potrafią wiele naprawić, wymienić , przykręcić. BELARUS-y zawsze pozostaną proste, jest to główny wyznacznik marki. No tak, ale czy nie mogą być proste, ale i nowoczesne? Dobre zmiany nie są złe, zwłaszcza te, które jeszcze bardziej zadowolą użytkowników.

Powoli to już się dzieje. Zmiany generacji są już widoczne bo do fabryki trafiają nowi stażyści. Co prawda nie wyglądają jeszcze jak specjaliści, bardziej hipsterzy, ale są po studiach, ambitni i chcą udowodnić, że można zachować stałe wartości marki z odrobiną nowoczesnych rozwiązań. Jeden z nich zasłynął dzięki projektowi ciągnika, którego design miałby nieco przypominać roboty transformer’s. Myślą przewodnią jaka towarzyszyła Saszy podczas projektowania była chęć skonstruowania początkowo ciągnika, w którym człowiek będzie pełnił rolę więcej obserwatora niż operatora, a w dalszej kolejności zaprojektowanie ciągnika w pełni autonomicznego. Na rynku ciągników rolniczych pojawia się coraz więcej maszyn autonomicznych.  Mińska Fabryka Traktorów w swojej ofercie również takie posiada, ale ze względu na cenę są one jedynie prezentowane. Możliwość zakupu jest – ale zainteresowanych brak, tym bardziej na polskim rynku. Stawiając na markę BELARUS – ma być prosto. Ciągniki autonomiczne dla użytkowników sięgających po BELARUSA w Polsce, nie są do niczego potrzebne.

Jeśli prosty, to może w oparciu o to co już się używa – np. gąsienice. Sprawdzają się one przede wszystkim na wielkich gospodarstwach i terenach trudnych do uprawy. Projekt Saszy uwzględnia zastosowanie kół gąsiennicowych, ale najważniejszym elementem dla niego jest kabina, duża, panoramiczna i obrotowa. Projekt wygląda dość ciekawie, to połączenie prostoty obsługi, surowości wyglądu z funkcjonalnością, ale i nowoczesnością. Co z tego wyjdzie? Czy zaprojektowana maszyna stanie się realnym produktem, prostym, mechanicznym, ale w nowoczesnym wydaniu? Na odpowiedź na pewno musimy poczekać, ale będziemy się temu uważnie przyglądać i kibicować młodym zdolnym.

Sasza od początku zwrócił wszystkich uwagę, nie tylko projektem, ale i hipsterskim stylem bycia. Jest on przykładem na to, że do tej pory nikt się nie pokusił o odważny „przełomowy” projekt, który nakierunkował by Fabrykę na nowe tory, ale był wykonany w zgodzie z dorobkiem, myślą, tradycją i zasadami, bez naruszenia głównych walorów technicznych maszyny.